Krakonošova stovka

Piwko z cebulą i niezapomniane 100 km

 

Atmosfera przed startem

Atmosfera przed startem

Krakonosova Stovka to zorganizowany przez naszych południowych sąsiadów 100 kilometrowy marsz przez Karkonosze. W 2014 roku odbędzie się już 48 edycja imprezy. Początkowo impreza miała charakter przemarszu z limitem czasu 24 godzin.

W ostatnich latach wraz z rozpowszechnieniem mody na biegi ultra oraz uzyskaniem przez organizatorów statusu wyścigu kwalifikacyjnego do Ultra-Trail Du Mont-Blanc, coraz częściej biorą w niej udział zawodnicy nastawieni na przebiegnięcie całego dystansu. Punktem startu jest niewielkie miasteczko Vrchlabí, położone nad brzegami Łaby u podnóża Karkonoszy. Trasa zawodów przypomina równoramienny trójkąt i prowadzi przez Harrachov, grzbiet Karkonoszy, Malá Úpa, Pec pod Sněžkou, skąd wiedzie  z powrotem do Vrchlabí.

Krakonosova Stovka fakty:

  • pierwsza edycja 1966 rok
  • dystans 100km
  • przewyższenia – ponad 3 km
  • ilość uczestników w 2013 roku – 351

Po przyjeździe do miasta pierwsze wrażenie robi na nas spokojna atmosfera, przypominająca bardziej rodzinny piknik niż sportowe zawody. Sielanka udziela się uczestnikom. Wszyscy relaksują się przy dźwiękach czeskiej piosenki i ładują akumulatory, łapiąc ostatnie promienie słońca.

Tuż przed godziną 21:00 zawodnicy gromadzą się na rynku miasta przed linią startową. W tłumie widać zarówno wyczynowców ubranych w nowoczesne stroje kompresyjne jaki i osoby z ciężkimi plecakami i górskim obuwiem na nogach, które traktują trasę bardziej jako ekstremalną odmianę wycieczki. Spotykamy całe rodziny oraz grupy znajomych, którzy przyjechali tutaj, aby zmierzyć się z własnymi słabościami i przeżyć coś niecodziennego. Ostatnie życzenia pomyślnego marszu składa wszystkim Krakonos, patron Stovki. Na sygnał startu ruszamy z kopyta. Biegniemy ku przygodzie.

Początkowe tempo, tych co bardziej żwawych, zostaje poddane weryfikacji już podczas podbiegu na Przednie Żaly (Přední Žalý) – leśny szczyt o wysokości 1019 m n.p.m.  To tutaj, na 6 km trasy, w pobliżu kamiennej wieży widokowej z 1892 roku, znajduje się pierwszy punkt kontrolny. Zaczyna zmierzchać. Od tego punktu dalszy bieg wymaga dobrej czołówki. Ruszamy w dół szutrową drogą, by po chwili odbić w prawo w wąską leśną ścieżkę. Trasa zaczyna wymagać skupienia i rozważnego stawiania każdego kroku. Wystające korzenie i śliskie kamienie nie wybaczają. Sznur zawodników wydłuża się.

Docieramy do najwyżej położonej osady w czeskich Karkonoszach – Horní Mísečky. To kolejny punkt kontrolny, a w nim ciepła herbatka polewana z metalowego kotła. Nie ma się nad czym zastanawiać, pieczątka i biegniemy dalej.

Przed nami mało interesujący fragment trasy. Nużący kilukilometrowy zbieg asfaltem do Harrahova. W okolicach dworca autobusowego skręcamy w prawo kierując się na północ. To już, albo dopiero, ⅓ trasy. W punkcie kontrolnym jak to u Czechów, piwko dla każdego oraz pierwsze jedzonko. Do dyspozycji chleb ze smalcem lub z marmoladą. Zaraz, zaraz ale do czego te cebule? Na tacach leżą całe, dorodne cebule. Wyobrażamy sobie jakiego człowiek nabierze tempa po zjedzeniu takiego lokalnego przysmaku.

O brzasku patrzcie na wschód

O brzasku patrzcie na wschód

Ruszamy dalej asfaltową drogą wzdłuż Mumlawy, w kierunku Mumlawskiego Wierchu. Zaczynamy powoli jak w tej piosence Nocí půjdu sám widzieć oczami naszej wyobraźni. Czołówka wydaje się zbyteczna. Nad głowami wąskim pasem między koronami drzew skrzą się gwiazdy. Można dostrzec trójkąt letni utworzony przez Altair, Deneb i Wegę. Jednak monotonia podejścia dopinguje nas aby jak najszybciej wyjść z ciemnego lasu i dotrzeć wreszcie na grań. Mijamy schronisko Mumlavská bouda aby chwilę później dotrzeć do rozdroża „Śniadanie Karkonosza“ (Krakonošova snídaně). Na posiłek jeszcze za wcześnie, trzeba przyspieszyć kroku. Odbijamy z niebieskiego szlaku w żółty, aby w okolicy Trzech Świnek wejść na czerwony, Drogę Przyjaźni Polsko – Czeskiej. W oddali na północnym-wschodzie widać pierwsze oznaki brzasku.

Ciepła polévka z rohlikiem nie mobilizowała większości do dalszej drogi. Na szczęście to już tylko historia.

Ciepła polévka z rohlikiem nie mobilizowała większości do dalszej drogi. Na szczęście to już tylko historia.

W 2011 roku nie było tak przyjemnie. Wtedy prawdziwym wyzwaniem okazał się huraganowy wiatr zacinający deszczem przy temperaturze 4 stopni. Po dotarciu do punktu kontrolnego w Lužickiej Boudzie, większość uczestników nosiła ślady hipotermii i nawet ciepła polévka z rohlikiem nie mobilizowała większości do dalszej drogi. Na szczęście to już tylko historia.

Dzisiejsza noc jest zdecydowanie łaskawsza. Talerz zupy dodaje naszym nogom wigoru i mimo początkowej niechęci, wyruszamy zielonym szlakiem w kierunku Pielgrzymów. Na kolejnym punkcie w Domku Myśliwskim, gorącą herbatą, wita nas sympatyczny pracownik czeskiego Karkonoskiego Parku Narodowego.

Dalsza trasa to mozolne podejście przez Biały Jar Lawinisko po łańcuchach na Śnieżkę. Tutaj tylko odbicie pieczątki i już zbiegamy w dół, szlakiem wyciętym w kosówce. Mijamy Czarny Grzbiet, Sowią Przełęcz, zostawiamy w tyle schronisko Jelenka aby dotrzeć wreszcie do Pomezní Boudy. Poranne słońce zaczyna przygrzewać.

Nasi sąsiedzi, jak zwykle w doskonałych humorach, witają nas ciepłym piwkiem, chlebem i czymże by innym jak nie cebulą. Dalej naszym krajobrazem są uroczo ukwiecone łąki stanowiące tło dla mniej przyjemnego asfaltu, którym docieramy aż do Pec pod Sněžkou. Chleb się skończył, pozostała na szczęście woda. Cebuli na szczęście też już nie ma. Pytanie kto ją zjadł? Tą małą niedogodność łatwiej teraz jakoś przełknąć, kiedy do mety pozostało niecałe 18 km. Trasa biegnie miedzami i przyjemnymi leśnymi ścieżkami. Każdy wyszukuje odrobiny cienia, aby odetchnąć od coraz to mocniej dokuczającego upału. Wbiegamy do Vrchlabí. Tłumów nie ma. Nam wystarcza doping kilku sympatycznych pań, które wskazują nam drogę do mety, na której czeka na nas nieśmiertelny Krakonos.

Posted in: